Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 

2. Historia sporu o władzę w Kościele

 

Przez wieki bezkrytycznie twierdzono, że każda władza pochodzi od Boga. Niektórzy wynajdywali dowody tej tezy nawet w Biblii i Katechizmie Kościoła Katolickiego (Rz 13, 1; KKK 1899). Przekonanie to służy każdemu, kto chce usprawiedliwić i utwierdzić swoją władzę i u swych podwładnych wymusić bezwzględne posłuszeństwo. Teza ta jest z pewnością ulubionym mottem Władimira Putina, Aleksandra Łukaszenki, Baszara el-Asada i innych dyktatorów. Ale czy władza zdobyta siłą, w oparciu o kłamstwa i historyczne fałszerstwa może być legitymowana takim płytkim twierdzeniem? Wielu historyków i teologów próbowało zmierzyć się z kwestią władzy w Kościele, którą to w obecnym kształcie trudno pogodzić z przesłaniem Ewangelii. Wielu z nich uznało, że sprawa ta jest zbyt polityczna, aby mogła być solidnie opracowana. Dlatego najsłuszniejszą postawą okazał się dla nich dystans do instytucji, z którą mieli wcześniej wiele wspólnego, a która to okazała się zakłamana i w sobie sprzeczna, oraz indywidualne oddanie się lekturze Ewangelii, starożytnego pisma, które czytane z wiedzą i otwartością umysłu stawia czytelnika bezpośrednio przed obliczem Boga.

 

Spór o władze trwa w Kościele niemal od samego jego początku. Pisali o tym najwybitniejsi teolodzy, np. Hans Küng, który w Polsce stawiany jest w jednym szeregu z heretykami, w świecie natomiast ceniony jest jako postulator odnowy i oczyszczenia Kościoła[i].

Już w Ewangelii czytamy o dwóch braciach, którym zapobiegliwa matka chciała zagwarantować eksponowane pozycje przy boku Jezusa (Mt 20, 21). Przepychanki między Apostołami dotyczyły właśnie najczęściej władzy i tego, kto może ostatecznie decydować w kwestiach zasadniczych: ideologicznych i dyscyplinarnych. Rywalizacja ośrodków, w których żyli chrześcijanie to nieustanne udowadnianie sobie nawzajem, która gmina jest większa i zacniejsza, który przywódca gminy jest mądrzejszy i ważniejszy. Szkodą dla prawdziwej wspólnoty chrześcijan okazała się niepohamowana ekspansja siły i władzy przywódców najbogatszej gminy - Rzymu. Przeobrażenie chrześcijaństwa żydowskiego w chrześcijaństwo pogańskie bierze swój początek w dominacji Rzymu i jego praw. Myśl o apostolskiej „tradycji” i „sukcesji” narodziła się w Starym Mieście i ugruntowała się tam około 160 roku, kiedy to Piotrowi i Pawłowi zaczęto budować pierwsze pomniki, czyniąc ich filarami władzy w Kościele. Na próżno szukać w przekazie biblijnym wzmianki o prymacie Rzymu czy rzymskiej gminy. Nie ma jej również w żadnym tekście datowanym na dwa pierwsze stulecia. Żaden biskup Rzymu pierwszych dwóch stuleci nie odwoływał się do tzw. obietnicy Piotrowej, która to wypisana czarnymi, trzymetrowymi literami na złotym tle, zdobi dziś kopułę Bazyliki na Watykanie: „Ty jesteś Piotr i na tej skale wybuduje mój Kościół” (por. Mt 16, 18).

 

Dopiero w III wieku rzymski biskup Stefan (254-257) powołuje się na wspomnianą obietnicę w sporze z innymi gminami o to, czyja tradycja jest lepsza. Biskup Stefan nie omieszkuje zadrwić sobie przy tej okazji z afrykańskiego metropolity Cypriana, nazywając go pseudo-apostołem i pseudo-chrześcijaninem. Obietnica Piotrowa tak na dobre stała się instrumentem gruntującym władzę Rzymu dopiero po tzw. przełomie konstantyńskim - od drugiej połowy IV wieku. Jednak wschodnie chrześcijaństwo nigdy nie podjęło powszechnej na Zachodzie instrumentalizacji pozycji Piotra, ponieważ cytowany wyżej fragment Ewangelii jest tam po dzień dzisiejszy rozumiany jako osobiste wyznanie wiary Piotra a nie jako przypisany jego osobie jurydyczny autorytet, jako jakiś prymat w sprawach jurysdykcyjnych. Jeszcze za czasów cesarza Konstantyna nie było mowy o prymacie biskupa Rzymu, bowiem cesarz wciąż nosił tytuł „Pontifex maximus” („najwyższy Kapłan”) i ciągle posiadał w Kościele monopol w kwestii prawodawstwa („ius in sacris”). To on powołał pierwszy sobór ekumeniczny w Nicei (325), a biskup Rzymu nie odgrywał wówczas żadnej wiodącej roli, był jednym pośród wielu innych biskupów. Cesarz w pełnej wolności nadawał gminom chrześcijańskim osobowość prawną i czynił z biskupów zarządców administracji państwowej zwanych metropolitami. Rzymska polityka władzy „w imieniu apostoła Piotra” odniosła z czasem zwycięstwo. Do tej dziejowej tragedii przyczyniło się między innymi przeniesienie cesarskiej rezydencji z Rzymu do Konstantynopola, co stało się pretekstem do jednego z największych fałszerstw w dziejach Kościoła, tzw. darowizny Konstantyna, o której jeszcze będzie tu mowa. Hegemonię Kościoła rzymskiego spowodowała również bezzasadna władza cesarza nad Kościołem, która z czasem doprowadziła do wykreowania kościelnego konkurenta zdolnego rywalizować z cesarzem. Istniejące w Kościele tendencje centralistyczne były wspierane i potęgowane od momentu połączenia struktur państwowych z urzędem kościelnym, kiedy to zwykły biskup musiał uznać zwierzchność metropolity, a metropolita patriarchy. Rywalizacja między trzema patriarchatami (Rzym, Konstantynopol, Aleksandria) wzniecała w ich przywódcach żądzę władzy i wyostrzała smak dominacji. Ponadto filozoficzno-religijny monoteizm i polityczna monarchia podsycały w rzymskim Kościele monarchiczno-dyktatorskie skłonności. Przejęcie w Kościele cesarskich struktur organizacyjnych z centralną kancelarią i archiwum rejestrującym wszelką korespondencję nadało kierunek rozwoju kościelnej machinie. Nie bez znaczenia dla dominacji Rzymu był również fakt egzempcji kleru rzymskiego, zwolnienie go z podatków oraz stworzenie autonomicznego sądownictwa oderwanego od prawa cywilnego.

 

W takiej dziejowej konstelacji zrodziła się w IV i V wieku idea rzymskiego papiestwa, które za swój cel obrało rozciągnięcie władzy na całą ówczesną Europę, a następnie na cały Kościół. Postulaty związane z tą ideą, choć nie miały żadnego biblijnego podłoża, na przestrzeni kolejnych wieków znajdowały swe odzwierciedlenie w kościelnym prawie. Również papieski Rzym nie od razu zbudowano. Historycy mówią dziś o pięciu etapach kreowania i urzeczywistniania idei papiestwa, które pokrywają się z pięcioma pontyfikatami[ii].

 

Za czasów papieża Juliusza (337-352) Rzym stał się instancją apelacyjną. Zachodni synod w Serdica z 343 roku, który zwołał cesarz Konstans (320-350), pozwalał odwołanym biskupom składać apelacje do Rzymu. Przepis ten został niezwłocznie uznany przez Rzym jako uniwersalne prawo potwierdzone przez sobór w Nicei, które należało interpretować ekstensywnie.

 

Papież Damazy (366-384) chętnie i z przekonaniem odwoływał się do obietnicy Piotrowej z Nowego Testamentu w sposób jurydyczny interpretując i uzasadniając prymat i władzę biskupa Rzymu. Interesujące są okoliczności, w jakich dążył on do umocnienia swej władzy. Podczas burzliwego procesu wyborczego, w którym Damazy konkurował z Ursynem, późniejszym antypapieżem zesłanym do Kolonii, zginęło ponad 137 osób. Dzięki wsparciu rzymskiego prefekta udało się Damazemu przejąć tron Piotrowy, choć wielu oskarżało go o mord. Skuteczna interwencja bogatych przyjaciół Damazego uchroniła go jednak przed skazaniem. Damazy jako świadomy swej władzy biskup Rzymu, nazywany arystokratycznym gospodarzem i „łechtaczem kobiecych uszu”, miał wystarczająco dużo powodów, aby za wszelką cenę wzmocnić swój osłabiony moralnie i politycznie autorytet. Najlepszym sposobem na zakrycie swej niechlubnej historii okazało się ponowne zaakcentowanie i podkreślenie godności swej władzy jako następcy Piotra. Mówiąc o rzymskim Kościele Damazy używał pojęcia „stolica apostolska” wyrażając w ten sposób własne ambicje i podkreślając wyeksponowaną pozycję rzymskiego Kościoła, która według niego ma swe uzasadnienie z woli Bożej w uprzywilejowanej pozycji Piotra i Pawła. Nie dziwi więc, że nakazał on bogato ozdobić kościoły i groby Pawła, Piotra oraz rzymskich biskupów i męczenników. Zabiegi te miały na celu uświadomienie wszystkim, że prawdziwy Rzym to chrześcijański Rzym. W politykę tą wpisuje się zlecenie Hieronimowi, uczonemu z północnej Italii, przetłumaczenia Biblii na prostą i nowoczesną łacinę. W ten sposób powstało nowatorskie jak na owe czasy tłumaczenie starotestamentalnych fraz, które zostały wyrażone rzymskim prawniczym językiem pomijającym niuanse językowe  i mentalne różnice istniejące pomiędzy naturalnym środowiskiem tekstu oryginalnego a pogańską kulturą Rzymu. Błędy te zostaną później przejęte przez teologiczną, liturgiczną i jurydyczną tradycję Kościoła, które przez wieki będą bazować na Wulgacie. Starorzymska, mieszczańska i imperialna duma stopiła się w tym miejscu z powierzchownym chrześcijaństwem dając podwaliny dla kurialnej mentalności i urzędniczej dumy sług Kościoła.

 

Za panowania papieża Syrycjusza (384-399) imperialny styl rządzenia nabrał na sile. Syrycjusz jako pierwszy nazywa siebie „papieżem”, co z greckiego oznacza pieszczotliwie ojca („pappas” - „tatuś”). Początkowo chrześcijanie wszystkich gmin określali tym pojęciem własnego biskupa, z czasem określenie to zarezerwowano wyłącznie dla biskupa Rzymu. Pontyfikat Syrycjusza rozpoczyna ów proces monopolizacji tytułu, który pierwotnie należał do wszystkich biskupów i kapłanów[iii]. Ważniejsze okaże się jednak to, iż Syrycjusz wydając swoje dekrety określa je bezzasadnie „apostolskimi” i jako pierwszy przejmuje w całości urzędowy styl kancelarii cesarza. Niczym mianowany przez cesarza zarządca Rzymu udziela on odpowiedzi i wsparcia przez dekrety i odezwy („decreta” i „responsa”) skierowane do różnych Kościołów lokalnych. Ta praktyka zachowała się do dziś.

 

Papież Innocenty (401-417) wspiera zdecydowanie centralizm. Wydaje mnóstwo dekretów i wszystkie postanowienia synodów nakazuje przedkładać sobie do zatwierdzenia. Ponadto rozprzestrzenia historyczną fikcję, iż Ewangelia docierała do pozostałych zachodnich prowincji właśnie z Rzymu i dlatego wszystkie zachodnie Kościoły powinny przejmować liturgię rzymską. Świadomie pomijał on fakt, że w niedalekim Mediolanie od dawna praktykowana jest odmienna liturgia. Inną politykę liturgiczną reprezentowali Ambroży, Augustyn i później Grzegorz Wielki, ale najważniejszym celem rzymskich biskupów pozostawała konsekwentnie realizowana uniformizacja liturgii.

 

Za papieża Bonifacego (418-422) Rzym prezentuje się jako instancja apelacyjna dla innych kościołów nazywając się „szpicą apostolską” („apostolicum culmen”), co sprawia, iż wszystkie wyroki i decyzje Rzymu stają się nieodwołalne. Poza Rzymem nie może być odtąd innej instancji apelacyjnej i o Rzymie, pierwszej stolicy apostolskiej, nikt nie może wyrokować.

 

Wszystko to jednak było wyłącznie rzymskim postulatem i osobistą ambicją rzymskich biskupów. Wielki teolog żyjący w czasach wspomnianych papieży, Augustyn z Hippony, choć uchodził za oddanego Rzymowi sługę, nic nie wiedział i nigdzie nie wspomniał o jurysdykcyjnym prymacie Piotra. Fundamentem Kościoła jest według Augustyna Chrystus i wiara w Niego, a nie Piotr jako osoba, a tym bardziej nie jego następcy. Przekonanie to potwierdza również młody Józef Ratzinger, który w swojej pracy doktorskiej poświęconej Augustynowi pisał[iv]: jeśli Kościół został zbudowany na Piotrze, to nie na jego osobie, ale na jego wierze. Fundamentem Kościoła jest Chrystus. Piotrowi nie zostało bowiem powiedziane: ty jesteś skała, lecz ty jesteś Piotr. Skałą był Chrystus, zdanie wypowiedziane do Piotra  pokazuje, że przyjęty w wierze Chrystus jest prawdziwym kamieniem węgielnym Kościoła. Dla Augustyna najwyższym autorytetem Kościoła nie jest rzymski biskup, lecz jak dla całego chrześcijańskiego Wschodu ekumeniczny sobór. Na Wschodzie nikt nie brał poważnie roszczeń i chorych ambicji Rzymu. Jako najwyższy autorytet postrzegany był tam obok cesarza nie papież, lecz uniwersalny i ekumeniczny sobór, który mógł być zwoływany tylko przez cesarza, i któremu powinien się podporządkować również biskup Rzymu.

 

Czytając dekrety pierwszego soboru ekumenicznego w Nicei (325) łatwo można dostrzec, że Rzym podobnie jak inne, stare i wielkie siedziby biskupie (Aleksandria, Antiochia, Jerozolima) cieszył się szczególnymi przywilejami, ale nie wyróżniał się na tle pozostałych Kościołów żadnym prymatem[v]. Polaryzacja ta nabrała rozmachu po roku 380, kiedy to cesarz Teodozjusz (379-392) wydał dekret ogłaszający chrześcijaństwo religią państwową i ogłosił biskupów Rzymu i Aleksandrii miarodajnymi autorytetami określającymi ortodoksyjną wiarę w konfrontacji z arianizmem. Dodatkowe napięcie spowodował zapis drugiego soboru ekumenicznego w Konstantynopolu (381), który biskupowi Nowego Rzymu (Konstantynopola, nowej siedziby cesarza) nadaje drugą rangę po Starym Rzymie. Sobór równocześnie zabrania wszystkim biskupom mieszania się w sprawy innych diecezji. Decyzja ta jednak nie powstrzymała rzymskiego synodu, zwołanego przez biskupa Rzymu Damazego w 382 roku, od wydania oświadczenia, iż Kościół rzymski nie został założony przez synodalne dekrety, ale przez apostołów Piotra i Pawła. Rzymski Kościół ma więc pochodzenie z nieomylnej woli Bożej, co powinno rezultować twierdzeniem: Kościół rzymski posiada prymat. Podobnie działo się na trzecim ekumenicznym soborze w Efezie (431), gdzie trzyosobowa delegacja Rzymu próbowała przekonać wszystkich, że Piotr jest głową Apostołów a obecny papież Celestyn (422-432) jego następcą. Słowa te jednak nie spotkały się z wielkim zainteresowaniem i nie pozostawiły po sobie żadnego echa. Archiwa watykańskie skrywały jednak pieczołowicie te pierwotnie teoretyczne opinie, aby w przyszłych czasach mieć do czego się odwołać. Wszelkie starania biskupów Rzymu z IV i V wieku, mające na celu uzasadnienie w oparciu o obietnicę Piotrową rzymskiej, rzekomo chcianej przez Boga jurysdykcji, kończyły się niepowodzeniem. Papiestwo jako źródło, początek czy głowa chrześcijaństwa było przez długi czas jedynie rzymskim pobożnym życzeniem.

 

Ambicje biskupa Rzymu często prowadziły do konfliktów z innymi biskupami, a nawet do rywalizacji między papieżem i soborem. Tak też działo się za pontyfikatu Leona Wielkiego (440-461), który okazał się wielkim człowiekiem, solidnym teologiem i jurystą, wyśmienitym duszpasterzem i kaznodzieją, ale również skutecznym manipulatorem. Ten wielki biskup potrafił z różnych, rozpowszechnionych w IV wieku propagandowych elementów stworzyć klasyczną syntezę idei rzymskiego prymatu. Dzięki jasnemu umysłowi, wyśmienitej wiedzy teologicznej oraz precyzyjnemu językowi prawa, zadbał on o swoje interesy i swoją pozycję, przygotowując odpowiednie biblijne, historyczne i prawne argumenty, które miały uzasadniać prymat Piotra i przez to prymat biskupa Rzymu[vi]. Biblijny argument odnosił się ponownie do obietnicy danej Piotrowi, która to była rozumiana jurydycznie jako „pełnia władzy” („plenitudo potestatis”) dana Piotrowi do kierowania całego Kościoła Chrystusowego. Władzę tę miał Piotr przekazywać swoim następcom. Leon przywoływał w tym miejscu argument historyczny, którym miał być list papieża Klemensa (91-101) do brata Pańskiego Jakuba w Jerozolimie. Według tego listu Piotr miał jako ostatnią wolę przekazać władzę łączenia i rozwiązywania („solvere” i „ligare”) Klemensowi i w ten sposób uczynić go swoim prawowitym następcą, wyłączając wszystkich innych biskupów. Dzisiaj jednak wiadomo, iż list ten jest jednym z wielu fałszerstw końca II stulecia, który z języka greckiego na łacinę został przetłumaczony na przełomie IV i V wieku. Od teraz będzie on jednak stałym argumentem usprawiedliwiającym rzymskie ambicje. Do tego dochodzi prawny argument, który dokładnie określa pozycję następcy Piotra w oparciu o rzymskie prawo dziedziczenia. Spadkiem Piotra staje się sukcesja biskupa Rzymu, który nie dziedziczy od Piotra osobistych właściwości i zasług (subiektywnie papież jest „niegodnym dziedzicem”), ale daną mu przez Chrystusa urzędową władzę i funkcję (obiektywnie jest quasi apostołem, „apostolicus”). Tak więc nawet niegodny następca Piotra – a takich będzie wielu – pozostaje prawnym następcą i wydane przez niego dekrety są ważne niezależnie od kwalifikacji moralnych jego osoby. W ten sposób zostaje uzasadniony nowy urząd, który rozpoczyna się z chwilą przyjęcia wyboru, nawet jeśli wybrany jest osobą świecką. W myśl tej tezy Leon jest przekonany, że Piotr osobiście przez niego działa i a nawet przemawia. Leon uzasadnia w ten sposób prymat Kościoła zachodniego wykorzystując do tego również polityczne wsparcie cesarza. W roku 445 przekonuje on cesarza Walentyniana III (419-455) do wydania edyktu, który nadaje Rzymowi prawne pierwszeństwo w każdej formie. Leon dzięki temu postanowieniu może być uznawany za teoretycznego i praktycznego „papieża”.

 

Edykt Walentyniana nie miał jednak żadnego znaczenia na Wschodzie. Na soborze w Chalcedonie (451) propozycja Leona zyskała aplauz w kwestii chrystologicznego sporu o dwóch naturach Chrystusa, ale ambicje legatów rzymskich na przewodniczenie zgromadzeniu zostały jednoznacznie wyparte przez cesarską delegację przybyłą z Konstantynopola. Nawet pismo Leona na sobór poddane zostało skrupulatnej kontroli badającej zgodność z ortodoksją, choć Leon wyraźnie się temu sprzeciwiał. Nikt na soborze nie myślał o tym, aby zagrożonemu politycznie i wstrząśniętemu gospodarczo Rzymowi i jego biskupowi nadawać jakieś szczególne prawa czy eksponowaną pozycję wobec innych Kościołów. Nie wiele pomogło też Leonowi, iż jako pierwszy biskup przywłaszczył sobie tytuł pogańskiego arcykapłana - „Pontifex maximus” i powołując się na obietnicę Piotra domagał się posłuszeństwa Kościołów wschodnich oraz podporządkowania sobie ekumenicznego soboru. Stało się całkiem odwrotnie. Sobór w 17 kanonie uzależnia pozycję kościelną danego miasta od jego cywilnego statusu. A w kanonie 28 przyznaje konsekwentnie Konstantynopolowi (Nowemu Rzymowi) tę samą rangę jaką posiadała stara stolica cesarstwa, Rzym. Na daremnie protestowali rzymscy delegaci. Bez echa pozostały też sprzeciwy Leona, który na próżno protestował przeciw ogłoszeniu przez ojców soborowych cesarza Markiana (450-457) „nowym Konstantynem” oraz „królem i kapłanem”. Długo zwlekał Leon z uznaniem postanowień soboru w Chalcedonie (do 453 roku) pomagając w ten sposób przeciwnikom formuły o dwóch naturach Chrystusa w Palestynie i Egipcie, gdzie sprzeciw i wściekłość ludu wobec nowej chrystologicznej definicji były tak wielkie, iż doprowadziły do rozerwania na kawałki wybranego na soborze w Chalcedonie patriarchy Aleksandrii Proteriusza (451-457).

 

Koniec V wieku stanowi punkt kulminacyjny rzymskich aspiracji do najwyższej władzy w Kościele, które to w sposób szczególnie widoczny stają się za pontyfikatu Gelazjusza I (492-496). Papież ten już jako wpływowy sekretarz swojego poprzednika Feliksa III (483-492) uzurpował sobie władzę do odwoływania biskupów i udzielania im ekskomuniki, jak to miało miejsce w 484 roku wobec bizantyjskiego patriarchy Akakiosa (472-489). Gelazjusz urzędował jako papież za panowania ariańskiego króla Wizygotów Teoderyka (418-451). Był więc całkowicie niezależny od Bizancjum. Bezkarnie mógł odrzucać cesarskie ingerencje w sprawach nauki wiary i rozwijać nieograniczoną, zupełnie niezależną od cesarza, kapłańską władzę nad całym zachodnim Kościołem. Zgodnie z jego koncepcją wytworzył się z czasem schemat dwuwładzy w jednej społeczności: cesarz jako światowy (świecki) autorytet i papież jako kapłański (duchowy) autorytet, przy czym autorytet duchowy stoi ponad świeckim.

                                                                                                                                            czytaj dalej


[i] H. Küng, Das Christentum. Die religiöse Situation der Zeit, München 2005, 364-381.

[ii] W. Ullmann, Kurze Geschichte des Papstums im Mittelalter, Berlin 1978; C. Mirbt, K. Aland, Quellen zur Geschichte des Papstums und des römischen Katholizismus, Tübingen 1967.

[iii] Y. Congar, Titel, welche für den Papst verwendet werden, w: Concilium 11 (1975), 538-544.

[iv] J. Ratzinger, Volk und Haus Gottes in Augustins Lehre von der Kirche, München 1954, 180.

[v] J. Albergio, Conciliorum oecumenicorum decreta, Freiburg 1962, 8.

[vi] P. Stockmeier, Leo I. der Große, w: M. Greschat, Das Papstum I: Von den Anfängen bis zu den Päpsten in Avignon, Stuttgart 1985, 56-69.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?