Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

 

3. Od fałszerstwa do pełni władzy

 

Znawcy historii są dzisiaj pewni, że od V wieku mnożyły się liczne fałszerstwa wspierające rzymski i papieski prestiż. Obok licznych sfałszowanych akt męczenników powstawały liczne falsyfikacje akt synodalnych, które często wykorzystywano do celów politycznych. Jednym z najważniejszych fałszerstw o dużym znaczeniu politycznym była legenda o papieżu Sylwestrze I (314-335)[i], która powstała w latach 480-490 spod nieznanego pióra. Treść jej ma na celu umocnienie pozycji rzymskiego biskupa: Konstantyn, wielki prześladowca chrześcijan, zakażony trądem udał się do papieża Sylwestra i został przez niego nie tylko uleczony, ale również nawrócony i ochrzczony. Cesarz, który zamierzał przenieść swoją siedzibę z Rzymu do Konstantynopola, zrzucił swoje cesarskie szaty i insygnia a następnie padł na twarz przed papieżem, zaczął czynić pokutę i po tym jak papież odpuścił mu grzechy dokonał z jego błogosławieństwem przeprowadzki swego dworu do Konstantynopola. Puenta tej legendy brzmi, iż to dzięki łasce rzymskiego biskupa, Konstantynopol, arcywróg Rzymu, siedziba cesarza i miejsce wielu soborów, dostąpił nobilitacji i zyskał na znaczeniu. Legenda ta powielana i często opowiadana w średniowieczu stała się bodźcem do stworzenia największego i najbardziej bogatego w skutki fałszerstwa w dziejach Kościoła: tzw. donacji Konstantyna („Donatio” lub „Constitutum Constantini”)[ii]. „Historia” ta opowiada o tym, iż cesarz przed odjazdem do Konstantynopola oddał papieżowi Sylwestrowi nie tylko prawo do noszenia cesarskich insygniów i strojów (purpury), lecz również do tego, aby tytuły i porządek hierarchiczny cesarskiego dworu przenieść do struktur papieskiej kurii wraz z prawem do mianowania konsuli i patrycjuszy. Cesarz miał przekazać papieżowi całe miasto Rzym, wszystkie prowincje, miejscowości, miasta Italii i wszystkich zachodnich regionów, dając mu pozycję podobną rangą do samego cesarza. Konstantyn miał w końcu udzielić rzymskiej stolicy prymat nad wszystkimi innymi Kościołami, szczególnie nad Antiochią, Aleksandrią, Konstantynopolem i Jerozolimą. Fałszerstwo to powstało w kręgach papieskich polityków, którzy chcieli „historycznie” usprawiedliwić niezależność Rzymu od Bizancjum oraz założenie państwa kościelnego. W XV wieku niejaki Lorenzo Valla udowodnił nieprawdziwość „donacji konstantyńskiej” oraz pochodzących z przełomu V i VI wieku pism Areopagity i Dionizego, ucznia Pawła[iii]. Dionizy wprowadził do dysputy o Kościele niebiblijne pojęcie „hierarchii” („święty porządek”) uzasadniając ją spekulatywnie jako odbicie niebiańskiej hierarchii, określając przy tym biskupa jako nosiciela mistycznych sił.

 

Z VI wieku pochodzą również fałszerstwa z otoczenia papieża Symmachusa (498-514), drugiego następcy Gelazjusza - tzw. „symmachiańskie falsyfikacje”. Były to sfabrykowane akta soboru w Sinuessa z 303 roku, który nigdy się nie odbył. W aktach tych można było przeczytać: „Prima sedes a nemine iudicatur” – „Pierwsza stolica nie jest przez nikogo sądzona”. Papież według tego fałszerstwa nie może być sądzony, ponieważ jest najwyższym autorytetem. Nawet cesarz nie ma władzy nad nim[iv].

 

Historia papiestwa mimo tych zakłamań i rażąco niepohamowanych aspiracji papieży do jurysdykcyjnego prymatu odznacza na swych kartach procesy sądowe nad papieżami, które miały miejsce jeszcze w XV wieku. Procesy te pokazują, iż owo zdanie o niemożności sądzenia papieża nie znajdowało powszechnego uznania i nie blokowało procedur osądzania a nawet odwoływania papieży[v]. Praktyką pozostawała również sentencja dymisjonowania papieży przez biorących udział w jego wyborze przedstawicieli kleru, ludu Rzymu oraz cesarza, szczególnie w przypadku herezji albo bezpodstawnego przywłaszczenia sobie urzędu.

 

Mimo iż pretensje Rzymu i rzeczywistość zmierzały w odmiennych kierunkach, to jednak proces przekształcania się wspólnoty Kościoła w samodzielną strukturę o charakterze monarchicznym postępował w gwałtownym tempie. Teologowie będący na usługach biskupów Rzymu (np. Augustyn) przygotowali teologiczny fundament, który wraz z kościelno-politycznymi manipulacjami papieży, stały się podstawą do budowania struktur Kościoła scentralizowanego na Rzymie i władzy papieża. W przeciwieństwie do wschodnio-rzymskiej tezy o cesarzu jako protektorze i prawodawcy również w Kościele, rozwijała się - wspierana przez augustyńską naukę o dwóch królestwach - doktryna Gelazjusza o dwóch władzach, podrzędnej świeckiej i nadrzędnej duchowej. Doktryna ta oddzielała wszystkich duchownych od świeckiego porządku, stawiała ich ponad prawem świeckim (egzempcja kleru) oraz podporządkowywała najwyższemu autorytetowi i absolutystycznej władzy papieża. Tutaj należy upatrywać przyczyn patologii współczesnego Kościoła, który oderwany od świeckiego prawodawstwa i obiektywnego wymiaru sprawiedliwości chroni w swoich szeregach przestępców różnej maści.

 

Szerząca się dominacja papiestwa była na Wschodzie kością niezgody i pretekstem do sprzeciwu. Z wyrzutem zadawano tam pytania: jak rzymski biskup, zwykły i omylny człowiek, zwyczajny następca Piotra, może identyfikować się w mistyczny sposób z Apostołem? Uważano to za arogancję oraz niestosowne przywłaszczenie sobie przez pojedynczego biskupa władzy i osobistej wiarygodności Piotra. Całkowicie nie do zaakceptowania było na Wschodzie to, że z apostolskiej władzy Piotra poprzez wyrafinowaną kombinację teologicznych, rzekomo historycznych i jurydycznych argumentów, wyprowadzano prawne konsekwencje wzmacniające uzurpatorską władzę papieża. Do dzisiaj prymat Rzymu pozostaje nierozwiązaną kwestią pomiędzy Kościołami Wchodu i Zachodu. Po obu stronach dominują niebiblijne pojęcia „hierarchia” i „urząd”, które niosą ze sobą odbiegające od przesłania Ewangelii asocjacje zwierzchności i poddaństwa, władzy i służalczości, urzędowości i zależności, wyższej i niższej godności. Tymczasem pojęciem na wskroś ewangelicznym pozostaje „służba” („diakonia”), które choć często używane przez hierarchów nie mają z ich postawą nic wspólnego. Niektórzy purpuraci powtarzają jak mantrę słowa, iż Kościoła nie można się bać, bo Kościół służy człowiekowi, jednak ich ukrytym przesłaniem jest teza, iż człowieka nie można się lękać, bo on, czy tego chce czy nie, musi służyć hierarchii i Kościołowi. Ewangelia uczy jednak, że największy ma być sługą wszystkich. I nie wystarczy tu przywłaszczenie sobie tytułu „servus servorum dei” („sługa sług Bożych”) przy równoczesnym wzmacnianiu swojej dominacji nad innymi przy użyciu ukrytych środków i metod. Zachęta Jezusa do służby nie uzasadnia żadnego kościelnego urzędu, który nie różniąc się niczym od świeckiej władzy uciska prostych wiernych i każe im się adorować jak urząd króla i władcy: „«Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców. Wy zaś nie tak [macie postępować]. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa!“ (Łk 22, 25-26).

 

Papieska wizja Kościoła była inna niż ta z Ewangelii. Władca rzymskiego Kościoła zapragnął własnego państwa, które po wielu intrygach powstało w 756 roku jako tzw. darowizna Pepina Krótkiego, króla Franków (751-768) i trwało do roku 1870, kiedy to w oparciu o referendum zostało rozwiązane i przyłączone do Królestwa Italii. Od 1929 roku kontynuatorem Państwa Kościelnego jest Państwo Watykańskie rządzone przez papieża i jego świtę.

 

Niecałe sto lat po powstaniu Państwa Kościelnego papieżem został Mikołaj I (858-867), który po politycznej klęsce Karolingów sprawował kościelne rządy jako świadomy swego prymatu monarcha. Jako pierwszy zaczął on karać anatemami (wyłączeniem z Kościoła) wszystkich odrzucających papieskie decyzje. Za wszelką cenę chciał przekuć na praktykę teorię o piotrowym prymacie na płaszczyźnie społeczno-politycznej. Kościoły lokalne zostały zdominowane przez rzymską, scentralizowaną administrację, a biskupi, patriarchowie, królowie a nawet cesarz zaczęli być traktowani jako zarządcy będący pod rozkazami papieża. Za każdy sprzeciw groziła anatema lub zrzucenie z urzędu, jak np. w przypadku arcybiskupów Trewiru i Kolonii, którzy wbrew papieżowi zechcieli poprzeć króla w sprawach małżeńskich. Papież Mikołaj posłużył się nie tylko sfałszowanymi dokumentami zawierającymi tzw. darowiznę konstantyńską, ale również o wiele bardziej zafałszowane Dekretalia pseudo-izydoriańskie[vi]. Dekretalia te to zbiór ponad 700 stronic, ciasno zadrukowanych, zawierających papieskie dekrety, akta synodalne i spis frankońskich praw wraz z darowizną konstantyńską. Dokumenty te zaczynają się spreparowanym listem Klemensa do Jakuba, brata Pańskiego - o wiele bardziej rozbudowanym niż w wiekach wcześniejszych. 115 tekstów tego zbioru było wówczas podawanych jako dokumenty rzymskiego biskupa z pierwszego stulecia, chociaż zostały napisane na terenie Francji kilka lat przed użyciem ich przez papieża Mikołaja. Do tego dochodziło 125 autentycznych pism z późniejszymi interpolacjami i zmianami, które zostały sfabrykowane przez wielu wybitnych fałszerzy znających się na opisywanej materii. Celem tych fałszerstw było umocnienie pozycji biskupów wobec arcybiskupów, patriarchów oraz synodów prowincjalnych, a także wobec króla i wielkich tego świata. W pismach tych po raz pierwszy manifestuje się frankoński episkopalizm, który odgrywał dużą rolę w całym średniowieczu. Głównym argumentem był rzekomy fakt, iż antyczny Kościół był rządzony w każdym szczególe poprzez dekrety biskupów Rzymu. Największym beneficjentem tych fałszerstw okazało się papiestwo, które w czasie powstawania wspomnianych dokumentów było słabe i nie mogło być postrzegane jako wróg episkopalizmu. To, co dla fałszerzy było środkiem do celu – wywyższenie władzy papieża jako „caput totius orbis” – stanie się później dla papiestwa celem, który uświęci wiele środków. Strategia fałszerstw polegała na tym, iż przypadające frankońskim królom prawo do zwoływania i przeprowadzania synodu, przypisano wyłącznie papieżowi. Oskarżani o różne nadużycia biskupi mogli według tych pism odwoływać się do papieża, który miał rozstrzygać we wszystkich sprawach, również w tych najważniejszych („causae maiores”). Każde prawo państwowe, które stało w sprzeczności do kanonów i dekretów papieskich miały być uważane za nieważne.

 

Pisma pseudo-izydoriańskie rozprzestrzeniły się bardzo szybko w zachodniej Europie. Przez stulecia uważano je za prawdziwe. Dopiero Mikołaj z Kues i wspomniany wyżej Lorenzo Valla zakwestionowali prawdziwość tych pism. Podobnie uczynili teolodzy reformacji z Davidem Blondelem na czele, którzy sięgając po prawdziwe źródła historii oskarżali fałszerzy i papieży za te kryminalne działania. Natychmiast znaleźli się wierni papieżowi teolodzy i historycy, którzy nieudolnie próbowali tłumaczyć fałszerstwa „duchem czasu”, który miał wymagać takich zabiegów[vii]. Fałszerstwa stały według nich na służbie sprawiedliwości i porządku zbawienia, krótko mówiąc służyły niebu. Próba historyzacji fałszerstw podejmowana przez katolickich teologów i historyków polegała również na tym, iż przypominano papieży (np. Innocentego III), którzy nakazywali przeciwdziałać fałszerstwom i zabraniali usprawiedliwiać kłamstwa pod płaszczykiem świętości pism. Zadziwiające jest jednak to, że takie działania dotyczyły wyłącznie tych fałszerstw, które nie miały żadnego znaczenia dla władzy i autorytetu papieża. Dziwne jest też to, że nawet po ujawnieniu przez cesarza Ottona III fałszerstwa o darowiźnie Konstantyna i unieważnieniu wszystkich dekretów bazujących na tym kłamstwie, papież i jego kuria nie wyciągnęli żadnych wniosków i konsekwencji. Zasada Kościoła zdaje się być niezmienna po dziś dzień: głoszenie „ustanowionej przez Boga prawdy” wszelkimi sposobami, nawet przy pomocy kłamstw i fałszerstw, jest wyższą koniecznością. Jest to smutna rzeczywistość kościelnego świata, w którym teologia i nauka stają się narzędziem do ochrony i utwierdzania zakłamanych struktur i niemoralnego systemu. W myśl tej praktyki każda fikcja staje się faktem, jeśli została uznana przez Kościół. Każde kłamstwo jest prawdą, jeśli popełniono je w imieniu lub dla dobra Kościoła, a wszystko to zgodnie z kanonizowaną przez Kościół zasadą, że środki uświęcają cel, a każdy wierzący musi mieć w sobie pewien wewnętrzny obszar, w którym nie ma miejsca na racjonalność. Według tej apologetyki można usprawiedliwić najbardziej okrutne kłamstwa i przestępstwa w historii, jeśli były one popełnione w imię nie dającej się racjonalnie uzasadnić rzeczywistości[viii].

 

Fałszerstwa z IX wieku miały decydujący wpływ na uformowanie się struktur Kościoła, który znamy dzisiaj. Stąd uzasadniona staje się teza, iż uzdrowienie Kościoła może odbyć się jedynie przez zburzenie wszystkiego, co zostało wybudowane na kłamstwie, a następnie poprzez ponowne wzniesienie gmachu wspólnoty kościelnej, która pomieści wszystkie tradycje chrześcijańskie oparte na Ewangelii. Fałszerstwa nadawały władzy papieskiej aurę antyczności i wrażenie, iż Bóg tak chce, były jednak narzędziem niemoralnym i służyły niemoralnej idei władzy papiestwa. Rozłam chrześcijaństwa z przełomu XI i XII wieku bazował właśnie na tych zakłamaniach i jedynie przez odwołanie tych kłamstw może zostać zażegnany. Najważniejsze dokumenty, do których odwołuje się Kościół (Katechizm Kościoła Katolickiego, Codex Iuris Canonici) tracą w perspektywie falsyfikacji swoją wiarygodność i skuteczność, ponieważ nie opierają się one na Nowym Testamencie czy starej tradycji Kościoła, ale właśnie na sfałszowanych pismach i chorych ambicjach papieży, które z czasem były legalizowane i podawane wiernym. Wiele praw kościelnych opiera się na fałszywych aktach, np. prawo papieża do zwoływania soboru jeszcze do drugiego soboru watykańskiego było uzasadniane sześcioma tekstami: trzema pochodzącymi z pseudo-izydoriańskich fałszerstw i trzema, które z nich zostały bezpośrednio wyprowadzone[ix].

 

Reasumując należy wysunąć otrzeźwiający wniosek: symmachiańskie fałszerstwa były podstawą do spreparowania akt tzw. darowizny Konstantyna, a oba te falsyfikacje stały się źródłem trzeciego i największego zakłamania, tzw. akt pseudo-izydoriańskich. Wszystkie razem tworzą sfabrykowaną, prawną bazę dla przyszłej romanizacji Kościoła Zachodniego oraz do ekskomuniki Kościoła Wschodniego. Ponadto przyczyniają się do powstania na Zachodzie wspólnych struktur myślowych, które noszą znamiona nie tyle teologiczne, co raczej jurydyczne: zamiast rozwijać pierwotne pierwiastki chrześcijańskie, kształtowały one średniowieczno-papieską mentalność, przez co lansowały rzymskość zaniedbując katolickość. Europę stanowił w tamtym czasie łaciński Zachód, który był zbudowany na rzymskim prawie i łacińskiej kulturze. Europa nie była więc wyłącznie geograficznym obszarem, ale również mentalną rzeczywistością, stworzoną przez papiestwo. Wszystkie tereny i kraje, gdzie nie przyjmowano papieskiego chrześcijaństwa, uważane były za nieeuropejskie i heretyckie[x]. Zepsucie hierarchów i papiestwa doprowadziło do ambicjonalnej kolizji Zachodu ze Wschodem, którą zaczęto tłumaczyć rzekomymi różnicami teologicznymi i pobożnościowymi. Również w tym miejscu okazało się, iż instrumentalizacja Ewangelii oraz powtarzane kłamstwa mogą być skutecznymi narzędziami do duchowo-intelektualnego zniewolenia ludzi i narodów. Teologia stała się maszynką do tworzenia ideologii cementującej system i struktury korporacyjnej zależności, przez co straciła charakter naukowości i bliskości Boga. Sama metoda teologizowania polegająca na stawianiu wygodnych tez a następnie na konsekwentnym uzasadnianiu ich przy pomocy Biblii i tzw. tradycji, wskazywała na szamańską naturę kościelnej „naukowości”. Wszystko to miało jeden cel: stworzenie nowego porządku świata.

                                                                                                                                        czytaj dalej


[i] E. Caspar, Geschichte des Papstums von den Anfängen bis zur Höhe der Weltherrschaft, Tübingen 1930, 115-130.

[ii] H. Fuhrmann, Das Constitutum Constantini (Konstantinische Schenkung), Hannover 1968.

[iii] L. Valla, De falso credita et ementita Constantini donatione, w: W. Setz, Übersetzung aus der Reformationszeit, Basel 1981; W. Setz, Lorenzo Vallas Schrift gegen die Konstantinische Schenkung. Zur Interpretation und Wirkungsgeschichte, Tübingen 1975.

[iv] E. Caspar, Geschichte des Papstums, Tübingen 1933, 107-110.

[v] H. Zimmermann, Papstabsetzungen des Mittelalters, Graz-Wien-Köln: Böhlau 1968, 5.

[vi] P. Hinschius, Decretales Pseudo-Isidorianae et Capitula Angilramni, Leipzig 1863.

[vii] H. Fuhrmann, Einladung ins Mittelalter, München 1988, 200n.

[viii] W. Speyer, Die literarische Fälschung im heidnischen und christlichen Altertum. Ein  Versuch ihrer Deutung, München 1971, 312.

[ix] H. Furmann, Einladung ins Mittelalter, München 1988, 196.

[x] W. Ullmann, Kurze Geschichte des Papstum im Mittelalter, Berlin 1978, 100n.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?